Koncert Kornu udany. Nawet więcej. Tym razem nie leżałem półprzytomny na schodkach po zatruciu na poprzednim ich koncercie (padła propozycja, żebym nie szedł na koncert co skwitowałem „doczołgam się, a będę”) tylko sobie radoście skakałem i darłem japę. Potem ewakuacja do Bielsko – Białej, potem do Bystrej i zaliczone niewielkie górki. Jutro znów do roboty. I tak beznamiętnie patrząc to mój cały urlop. Więcej niż w zeszłym roku, gdzie zaliczyłem na dzień dobry pogotowie i kilkadziesiąt wizyt na rehabilitacji.